Welcome to San Francisco

Moja podróż po Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się od jednego z najbardziej rozpoznawanych miast świata, które zauroczyło mnie już od pierwszego wejrzenia, co jak się potem miało okazać nie było dozgonnym uwielbieniem, a tylko chwilowym zadurzeniem – coś jakby poznać piękną i zabawną dziewczynę, praktycznie idealną w każdym calu – niemal chodzący ideał, która po bliższym poznaniu przyznałaby się do tego, że kocha się w Pięćdziesięciu Twarzach Greja i Sadze Zmierzch. Niby nic strasznego i da się przeżyć, ale mimo wszystko pozostawia lekki niesmak.

Drogie dzieci – witam w San Francisco!

Położone w północnej Kalifornii miasto jest po prostu przepiękne. Kolorowe domy, piękne parki, charakterystyczne ulice położone na wzgórzach, wielkie piaszczyste plaże i mnogość atrakcji turystycznych sprawiają, że można zatracić się w tym miejscu i zacząć planować w nim swoją świetlaną przyszłość. Przemierzając ulice miasta czuć, że jest się w wielkiej ale i przyjaznej metropolii, która na każdym kroku zachwyca i wręcz zmusza turystę do zatrzymania się i zrobienia choćby kilku fotek.

Co zatem sprawia, że po kilku dniach spędzonych w tak cudnym miejscu, człowiek jest lekko zmieszany i zastanawia się, czy aby na pewno „Frisco” jest wymarzonym miejscu do życia?

Ludzie.

To już nie jest to miasto, które kojarzą wszyscy z filmów z lat 60 czy 70. Tamto San Francisco już dawno odeszło…

O ile cała Kalifornia słynie z typowego luzu i otwartości, to w SF wygląda to nieco odmiennie – ma się nieodparte wrażenie, że miasto zdominowane jest przez Azjatów. Co w tym złego? Otóż, wszyscy w Stanach – biali, czarni, czy latynosi są uśmiechnięci, weseli i ciekawi świata – zawsze zagadają, uśmiechną się i są po prostu „fajni”. Wszyscy poza Azjatami (w głównej mierze Chińczykami) – wiecznie wkurwione mordy, wszyscy wpychają się w każdą możliwą kolejkę, a o rozmowie po angielsku można jedynie pomarzyć. I nie mówię tylko o turystach (których najwięcej jest właśnie z Chin), ale również o stałych mieszkańcach miasta. Jest to zdecydowanie dominująca grupa etniczna, którą widać dosłownie wszędzie, a najbardziej (co w sumie zrozumiałe) w China Town. Możecie tam zapomnieć o restauracjach, sklepach czy barach w których zasmakujecie się w lokalnych przysmakach – nie dlatego że ich nie ma – po prostu tam nikt nie mówi po angielsku i chęć zamówienia sajgonek może skończyć się pysznym kotem w sosie własnym. Poza tym wszędzie syf, smród, ścisk i tłumy ludzi napierające z każdej możliwej strony. Zdecydowanie mało Kalifornijsko.

Może trochę przesadzam, ale wydaje mi się, że za kolejne sto, może dwieście lat, miasto w całości zdominują Azjaci i miasto nazwę na San Pekinokyo, czy coś w ten deseń.

Ale, co by nie mówić – jeśli ktoś planuje podróż po USA, to na jego liście musi pojawić się „Miasto nad zatoką”, które zdecydowanie zachwyca i jak się nieco przymknie oko na ludzi, to pozostawia wspaniałe wspomnienia.

A co warto zobaczyć?

1. Twin Peaks

Mniej więcej po środku San Francisco leżą wzgórza Twin Peaks (nie mają nic wspólnego z serialem lat dziewięćdziesiątych), z których rozpościera się wspaniały widok na całe miasto i zatokę.

20150324_130605

widok zapiera dech w piersi

2. Dzielnica Castro.

Czyli tzw „Gay Village”. Wiem, że dzielnica „gay friendly”, w której swobodnie przechadzają się pary tej samej płci, są gejowskie kluby, gejowskie bary i jest klimat ogólnie bardzo wyzwolony, może wśród niektórych budzić pewne negatywne emocje, jednak przyznać trzeba, że jest to jedna z najładniejszych dzielnic Frisco, w której pełno kolorowych budynków, kolorowych, uśmiechniętych ludzi, designerskich lokali i ogólnie „luźnego” stylu życia. Zdecydowanie warto zatrzymać się choćby na kilka chwil.

castro

3. Downtown, wraz z Civic Center

Czyli po prostu dzielnica finansowa miasta – pełno drapaczy chmur, drogich sklepów, ciekawych budynków i… bezdomnych. Teoretycznie wszyscy odradzają zwiedzanie centrum po zachodzie słońca, jednak jakoś żyję i nie odczułem jakoby cokolwiek mi groziło.

downtown 2 downtown

downtown3

dowód na to, że w nocy też można przeżyć

4. Lombard Street,

Czyli najbardziej pokręcona ulica świata. Ot taka ciekawostka – ulica, która w pewnym momencie zamienia się w stromą spiralę. Warto się nią przejechać i zrobić choćby jedno zdjęcie.

IMG_3332

ulicą można tylko zjeżdżać, ale są też miejsca parkingowe dla mieszkańców

5. China Town/Little Italy.

Dwie dzielnice, które znajdują się tuż obok siebie. Jedna zamieszkana przez społeczność chińską, druga włoską. W jednej i drugiej bardzo charakterystyczna zabudowa, jednak same ulice zupełnie inne. Ta chińska jest brudna, śmierdząca i zatłoczona, pełna ulicznych bazarów, stoisk i barów. Ta Włoska jest czysta, pachnąca,  kolorowa, pełna kawiarni i restauracji.

tutaj część Chińska...

tutaj część Chińska…

a prosiłem o frytki...

a prosiłem o frytki…

... a tutaj Włoska

… a tutaj Włoska

6. Alcatraz.

Zdecydowanie jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w całym mieście. Na samą wyspę płynie się statkiem, z którego widać tętniące życiem ulice, dwa mosty (Golden Gate i mniej znany ale większy Oakland Bay Bridge), okoliczne wyspy oraz ocean. Na Alcatraz warto poświęcić co najmniej 5 godzin, bo poza tym, że zwiedzamy całe byłe więzienie (każdy dostaje słuchawki na uszy, w których lecą historie miejsca opowiadane przez byłych „rezydentów” więzienia), to co godzinę są „wycieczki tematyczne” z przewodnikiem, który opowiada czy to historię (w zależności od godziny) samego Alcatraz, czy też historię  ucieczek z więzienia. Swoją drogą – przed zwiedzaniem warto zobaczyć film z Clintem Eastwoodem z 1979 pt. „Ucieczka z Alcatraz”, w którym przedstawiona jest jedna z udanych ucieczek z więzienia i sam film był kręcony na wyspie.

Mała ciekawostka – każdemu, komu się wydaje że w Alcatraz osadzani byli więźniowie skazani za najbardziej okrutne czyny jest w błędzie… Było to więzienie federalne, a więc wystarczyło np. ukraść samochód w innym stanie i lądowało się w jednym z najbardziej niedostępnych więzień Ameryki, gdzie najgorszą karą nie były warunki, a to że osadzeni cały czas widzieli i słyszeli tętniące życiem i bawiące się miasto.

droga na wyspę

droga na wyspę

alc2

IMG_3545

tutaj największa gwiazda rocka ostatnich czasów – były więzień, który sprzedaje swoją biografię (w tym pobyt w więzieniu) właśnie w więzieniu…

7. Mission,

Czyli raj dla hipsterów. Całe mnóstwo kolorowych witryn sklepowych, fasad budynków, śmiesznie ubranych ludzi, lumpeksów i… zapachu zielska. Jedyne miejsce, w którym czuć jeszcze klimat piosenki Scotta McKenzie (klik: https://youtu.be/bch1_Ep5M1s ).

mission

dzielnica Mission kumpluje się z opisywanym wcześniej Castro, co patrząc na zdjęcia jakoś specjalnie nie dziwi

IMG_6959

8. Pier 39

Molo pełne sklepików, restauracji, karuzeli i turystów. Jednak nie to jest najważniejszym powodem dlaczego warto odwiedzić to miejsce. Jest nim kolonia Uchatek Kalifornijskich, która osiedliła się tuż przy molu dumnie roznosząc swoją woń i okrzyki godowe po okolicy.

20150325_163351

pier 39

20150325_161343

20150325_154847 IMG_3574

9. Fisherman’s Wharf

Najbardziej turystyczna część miasta, która mieści się w części portowej miasta, co za tym idzie pełno jest restauracji serwujących owoce morza. Poza tym można tam znaleźć dziesiątki sklepów z pamiątkami, street performerów, fabrykę czekolady Ghirardelli, piękny widok na most Golden Gate (szczególnie podczas zachodu słońca), oraz przystanek tzw, Cable Carów, czyli tych słynnych „mały tramwajów”, które tak na prawdę nie są tramwajami a wagonikami ciągnionymi przez… linę umieszczoną w jezdni.

20150409_182650 20150409_190822 20150409_191828

10. Golden Gate Park.

Ogromny park w centrum miasta, w którym można wypocząć, pobiegać, pojeździć na rowerze, napić się piwa czy zorganizować grilla. Najlepsze miejsce do odpoczynku w mieście.

BTW – jeśli ktoś był w Nowym Jorku w Central Parku i wydawało mu się, że jest on ogromny, to powiem tylko, że GGP jest o 20% większy:)

ggp

11. Painted Ladies.

Określenie „Painted Ladies” mówi o wszystkich kolorowych domkach w stylu wiktoriańskim wybudowanych w San Francisco, ale te najbardziej charakterystyczne mieszczą się przy Alamo Square. Większej grupie będą znane jako „te domki z Pełnej Chaty”.

IMG_6693

12. Stadion San Francisco Giants.

Najbardziej popularny sport w SF to baseball i w całym mieście znajdziemy pamiątki, ciuchy, plakaty czy dewocjonalia związane z ich wielbioną drużyną. Warto zatem odwiedzić też sam stadion, który wygląda fantastycznie. Cały w rudej cegle, przy samej zatoce robi niesamowite wrażenie.

zdjęcie niestety nie moje - wygrzebane z googla

zdjęcie niestety nie moje – wygrzebane z googla

13. Most Golden Gate.

Czymże byłaby wycieczka po „Mieście które wie jak” (nichuja nie wiem co to znaczy, ale takie określenie miasta znalazłem na na wikipedii) bez wejścia na najbardziej charakterystyczny most świata. Zbudowany w 1937 roku stał się swoistą wizytówką miasta i jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych budowli świata.

juz prawie...

juz prawie…

jest i on

jest i on

nikt nie skacze?

nikt nie skacze?

14. Pacifica.

Część miasta, która jest idealna bazą wypadową do zwiedzania miasta. Ceny dużo niższe niż w samym mieście, dojazd autem do centrum zajmuje pół godziny, a samo miasteczko jest przepiękne. Szeroka plaża, mało turystów, piękne molo na którym ludzie łowią ryby i kraby i niesamowity klimat – tak jakby czas stanął w miejscu i zatrzymał się w okolicy lat 60 ubiegłego stulecia.

pac1 pac2

20150411_193240

 I to by było na tyle.

Nie mam pomysłu na jakieś konkretne zakończenie, więc po prostu zaproszę Was na kolejną część, w której wyruszam w jedną z najpiękniejszych tras świata.


Dotarłeś na sam koniec? Cóż, niżej już nic nie ma ;)