Najwięksi przegrani tegorocznych Oscarów.

Dzisiejszej nocy odbyła się już 87 gala wręczenia Nagród Akademii Filmowej. Jak co roku nie obyło się bez blichtru, splendoru, bogactwa i … Polskich akcentów. Jak co roku też wszystkie media na całym świecie rozpisują się o zwycięzcach, najlepszych (i najgorszych) kreacjach, oraz o przebiegu samej gali, więc bez sensu powielać te informacje i jeśli ktoś szuka listy nagrodzonych, to tutaj jej nie znajdzie (zainteresowanych odsyłam tutaj: klik).

Natomiast to o czym chciałbym wspomnieć to lista największych przegranych tegorocznych Oscarów, którzy w mojej opinii na statuetkę często zasługiwali bardziej niż finalnie nagrodzeni.

Zatem od czego zacząć?

1. Od Grand Budapest Hotel.

Pomimo tego, że film wybrał aż w 4 kategoriach, to niestety można było odczuć, że były to raczej nagrody pocieszenia. I jak mogę się zgodzić, że na najlepszy film roku GBH nie zasługiwał, to już brak statuetki za najlepszego reżysera, czy scenariusz jest co najmniej zastanawiający. No i brak nagrody za zdjęcia… Ja wiem, że Birdman miał ciekawie zmontowane zdjęcia i robiło to wielkie WOW, ale od tego jest osobna kategoria (montaż), a nikt w tym roku nie zrobił tak ładnych obrazków jak właśnie Robert D. Yeoman w GBH.

The Grand Budapest Hotel - 64th Berlin Film Festival

2. Jake Gyllenhaal za Nightcrawler.

Zacznijmy od tego, że nagrodzenie Eddiego Redmayne (Teoria Wszystkiego) jest największym nieporozumieniem tej gali. Serio, nie wiem co sprawiło, że to własnie on dostał nagrodę, ale to co zdziwiło mnie jeszcze bardziej, to brak choćby nominacji dla Gyllenhaala. To była jego rola życia i nawet jeśli Oscara by nie zdobył, to na nominację zasługiwał dużo bardziej niż choćby Benedict Cumberbatch, czy wymieniony wcześniej zwycięzca.

3. Jak wytresować smoka 2…

Czyli kolejne wielkie zdziwienie. Ja wiem ,że Big hero 6 jest spoko, ale nie tak spoko jak jeden z najlepszych sequeli w historii filmów animowanych.

4. St. Vincentbill-murray-st-vincent-trailer-01

Największe nieporozumienie tego roku. Brak jakiejkolwiek nominacji dla jednego z najlepszych filmów tego roku (dla mnie zaraz za Grand Budapest Hotel) jest tak dziwne, jak nagroda za pierwszoplanową rolę męską…

Świetna rola Billa Muraya, który po raz kolejny pokazał swój geniusz, świetna historia, pokazująca prawdziwe uczucia i wielowarstwowość bohaterów, oraz to coś, co sprawia że po filmie człowiek siada i zastanawia się nad własnym życiem i wartościami nim kierującymi.

Ale nie kurwa, przecież Ameryka suberbohaterami żyje i najważniejsze nagrody musiał zdobyć Birdman. Serio – nie mam pojęcia co w tym filmie (poza Edwardem Nortonem i montażem zdjęć) było aż tak wspaniałego i niepowtarzalnego…

Ale z drugiej strony: Ile osób pamięta „Artystę„, który w 2012 roku zdobył prawie komplet najważniejszych statuetek?

Leonardo_01


Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)