Krótka rozprawka o boczku, który nie wyszedł.

Czasem w życiu bywa tak, że nie zawsze wychodzi nam tak, jakbyśmy tego chcieli.

Tymi słowami powinny zaczynać się recenzje meczy polskiej reprezentacji w piłce kopanej, a nie przepis foodfight, ale niestety tym razem coś poszło nie tak:

Plan był prosty: wziąć stary rodzinny przepis na wędzony boczek, postępować zgodnie z wytycznymi i na koniec delektować się pysznym, świeżo zrobionym mięsem, które zastąpi standardowego grilla.

W zasadzie do pewnego momentu wszystko szło jak po maśle. Udało się kupić całkiem spoko boczek, solanka wyszła tak jak miała wyjść, mięso po tygodniu peklowania pięknie pachniało, do Czech (gdzie mieliśmy dostęp do wędzarni) dojechaliśmy bez żadnych perypetii, mieliśmy piwo, dobre humory, chęci do działania a na zewnątrz piękna jesień. No normalnie rzyganie tęczą z diamentami…

WP_20131012_010_jes

No i coś się spierdoliło.

Ciężko użyć tutaj innego słowa, bo teoretycznie wszystko pasowało, tylko mięso na sam koniec wyszło jakieś takie…CZARNE:

jak pięknie przyrumieniona skórka..

jak pięknie przyrumieniona skórka..

Jako, że pierwszy raz wędziłem mięso (w sumie to cokolwiek) obstawiam dwa potknięcia przez co wszystko się rozjechało. Pierwsza rzecz – mięso przed wsadzeniem do wędzarni powinienem opłukać z soli pod bieżącą wodą. Druga – temperatura była zdecydowanie za wysoka…

Jeśli chodzi o temperaturę, to muszę wspomnieć o tym, że zdecydowałem się uwędzić mięso metodą na gorąco, czyli taką, w której kanał wędzarniczy jest krótki (ok 1,5 – 2m) a temperatura w kominie wysoka (ok 55-60 stopni Celsjusza). Dzięki temu powinienem był uwędzić mięso w około 3-4 godziny, bo i tak planowaliśmy całość zjeść jednego dnia.

Gdybym natomiast miał do dyspozycji tydzień, to uwędziłbym boczek metodą na zimno, czyli taką, która pozwala uwędzone mięso przechowywać praktycznie przez pół roku, bez obawy o to, że się zepsuje. Do osiągnięcia tego efektu, potrzebowałbym tygodnia wędzenia w temperaturze 20-30 stopni.

W związku z powyższym dzisiejszy wpis bardziej jako ciekawostka aniżeli przepis, bo nie polecam wędzenia „moją” metodą, no chyba, że lubicie wysysać gorące i słone mięso z węglowego pancerzyka…

Dobrze że było piwo.:D

jedyny ratunek w zaistniałej sytuacji

jedyny ratunek w zaistniałej sytuacji

nasza piekielna maszyna do palenia mięsa

nasza piekielna maszyna do palenia mięsa

Do pewnego momentu całość wyglądała OK

Do pewnego momentu całość wyglądała OK

przynajmniej mieliśmy inne atrakcje

przynajmniej mieliśmy inne atrakcje


Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)