Jest taki moment, w którym wszystko się zmienia.

Czasem każdy z nas ma tak, że od razu po przebudzeniu wie, że coś jest nie tak. Śniadanie smakuje jakoś inaczej, droga do pracy, mimo że taka sama, wygląda jakoś nudno, wszystko co nas otacza wydaje się dziwnie zwyczajne i nie cieszy tak jak zwykle.

Tak, nadeszła ta chwila – chcesz coś zmienić, cokolwiek, aby życie przestało być nudne. U niektórych może to objawiać się chęcią zmiany pracy, fryzury, czy samochodu, a u innych chęcią posiadania nowego łaszka, który w żaden sposób nie będzie przypominał tych, które wiszą w szafie.

Czasem wydaje mi się, że chęć do zmian jest w nas tak silnie zakorzeniona, że pomimo iż nie jest to potrzeba fizjologiczna, bez której zaspokojenia nie moglibyśmy żyć, to potrafi ona zdominować wszystkie inne potrzeby i wyprzeć ja na dalszy plan. Jak nas „najdzie” to nie możemy myśleć o niczym innym, jak właśnie o zmianie, lub po prostu jej sprecyzowaniu, bo czasami chcielibyśmy coś zmienić, tylko nie wiemy co.

let's make life harder

make life harder

Dziś mam własnie taki dzień.

Obudziłem się z przeświadczeniem, że nadeszła pora na zmiany, jednak nie miałem najmniejszego problemu w sprecyzowaniu na czym te zmiany miałyby polegać…

10 lat życia „na własną rękę”, wspomaganych imprezami, brakiem ruchu, niewyspaniem, oraz dietą złożoną z kawy i innych, nieco mocniejszych używek zrobiło swoje. Ze zdrowego i wysportowanego chłopaczka, który w momencie wyfrunięcia spod skrzydeł rodziców ważył nieco ponad dziewięćdziesiąt kilo, zrobił się lekko zblazowany Stasiun z dwudziestokilową nadwagą.

I jak przez dłuższy czas waga jakoś specjalnie mi nie przeszkadzała – w sumie 110 kilo przy dwóch metrach wzrostu to całkiem spoko wynik, to jednak zacząłem czuć że się po prostu starzeję – trucht dłuższy niż 5 minut powodował reakcję podobną do tej, jaką prezentuje karp wyciągnięty z wody, a wysiłek fizyczny cięższy od scrollowania myszy skutkował zakwasami odczuwalnymi przez kolejne dwa dni.

I jak z dietą nie będzie specjalnych problemów, bo pomimo tego, że pokazywanie na blogu żarcie było przetłuste i niezdrowe to poza tymi dniami (w których przygotowywane były potrawy na potrzeby bloga) starałem się ograniczać wszelkiego rodzaje cukry i jeść w miarę zdrowo. Jedyne co planuję zmienić, to wprowadzić więcej warzyw i owoców, oraz całkowicie odstawić piwo i napoje słodzone, które do tej pory były moją słabością. Poza tym, będę musiał zmusić się do regularnych posiłków, co do tej pory wyglądało mniej więcej tak, że ok 9:30 jadłem śniadanie a dopiero koło 19:00 obiadokolację. Ani to zdrowe, ani przyjemne. Dzięki temu, na blogu pojawi się więcej zdrowych przepisów, które nie będą przypominały jednak wyłącznie trawy – ma być przede wszystkim smacznie.

nowi przyjaciele

nowi przyjaciele

Dużo większy problem będzie z wysiłkiem fizycznym, bo pomimo tego, że w czasach liceum bardzo dużo ćwiczyłem i to nawet z pewnego rodzaju sportowymi „sukcesami”, to jednak dziesięć lat nieużywania mięśni zrobiło swoje – nie lubię wysiłku, bo nie lubię się pocić, nienawidzę zakwasów i ogólnie zawsze znajdowałem miliardy wymówek. Nie od dziś jednak wiadomo, że aby coś osiągnąć trzeba zmierzyć się z najgorszymi wrogami i chcąc zmienić się na lepsze postanowiłem stawić czoła znienawidzonemu bieganiu. Znienawidzonemu, bo zawsze mnie to nudziło i szybko się męczyłem, ale nie ma rzeczy niemożliwych, tym bardziej, że dni są coraz cieplejsze i będzie coraz mniej wymówek spowodowanych brzydka pogodą.

Czy się uda?

Oczywiście.

A jeśli mi, największemu przeciwnikowi zdrowego trybu życia się powiedzie, to i wszystkim pozostałym przyjdzie to z łatwością.

Stasiun w wersji za pół roku

Stasiun w wersji za pół roku

Czego sobie i Wam życzę:)


  • wiolka

    Stasiun – no to pozostaje życzyć sześciopaka ;-)…i to nie w lodówce, hihih. A jak ja mam taki dzień, jak Ty dzisiaj, to planuję zazwyczaj remont 😉

  • Pingback: bmi calculator()

Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)