Dlaczego Straż Miejska ma czasem rację.

Po wiośnie w zimie nadeszło długo wyczekiwane lato. Słońce, wysokie temperatury i przyjemne wieczory – sama radość. No i te atrakcje – wchodząc do tramwaju czuć tę potowo-brudowo-gównianą woń, a idąc na wieczorny spacer na ciele pojawiają się czerwone i swędzące bąble spowodowane przytulaniem do kochającą ludzką krew zwierzątek – od razu robi się na serduszku lepiej. Poza tym, jak wszyscy wiemy w lecie czekają nas również inne przygody, takie jak np. niekończące się rozmowy z dzielnymi strażnikami miejskimi.

I właśnie do tego ostatniego chciałbym wtrącić słów kilka.

nie, nie o komarach, chociaż nie ma nic przyjemniejszego niż ten widok

nie, nie do komarów, po prostu nie ma chyba nic przyjemniejszego od tego widoku

Jak wiadomo, jedną z przyjemniejszych rzeczy w okresie letnim jest możliwość wyjścia ze znajomymi w plener i raczenie się kiełbaską z grilla sącząc przy tym złoty, lekko gazowany trunek. Niestety, czynność ta wyjątkowo bardzo nie w smak jest właśnie wspomnianym wcześniej przedstawicielom straży miejskiej, Bo tak się składa, że zgodnie z nutą prawa spożywanie alkoholu (w tym piwa) w miejscach publicznych jest nielegalne. I co prawda jest jeszcze o tym w miarę cicho (zwalam to na to, że dopiero od kilku dni wieczorno-nocne pikniki nie powodują odmrożenia kończyn), ale obstawiam, że nie dalej jak za miesiąc w internecie pełno będzie postulatów o zniesienie zakazu, bo picie piwka na łonie natury jest niegroźne, fajne, kulturalne, a przepisy są stare i wymagają poprawek- rok w rok ta sama śpiewka

I jak zgadzam się z tym, że w kulturalnym kraju, piknikowanie na łonie natury przy zimnym piwku powinno być całkowicie legalne i dozwolone, to z bólem serca muszę przyznać, że… rozumiem dlaczego u nas jeszcze nie jest.

Postaram się to wytłumaczyć najdelikatniej jak potrafię:

Będąc kilka tygodni temu w Dreźnie zauroczyła mnie ichnia kultura piknikowania – wszyscy wesoło siedzieli na łonie natury, piwkowali, jedli, śmiali się, grali w różne gry i zabawy, po czym grzecznie sprzątali po sobie i rozchodzili się do domów, lub „na miasto”. Od czasu do czasu, pojawiał się gdzieś na horyzoncie patrol policji, który kontrolował czy wszyscy są bezpieczni, choć i tak wyraźnie odczuwało się, że byli oni tam po prostu zbędni – wszyscy znali umiar i potrafili się zachowywać. Jak to mówią – alles klar.

riri rainbow

już chyba się domyślacie do czego zmierzam…

Ta sama sytuacja u nas – faktycznie ludzie siedzą, piwkują, grillują i się bawią. Piknikowicze są weseli, grają w gry i odpoczywają. Do czasu. W pewnym momencie zaczyna dziać się coś niesamowitego – wszyscy ci, którzy jeszcze przed chwilą tak wspaniale się bawili, magicznym sposobem znikają, a w ich miejscu pojawiać zaczyna się hołota – widok lejących pod siebie niewiast i ich czerwonomordych kompanów przestaje dziwić, wszędzie można potknąć się o butelkę piwa, a przy dobrych wiatrach pośliznąć się na jeszcze ciepłych rzygowinach – po prostu uczta dla zmysłów. Kurwa.

I zanim zjecie mnie żywcem – wiem, że ludzi którzy potrafią się zachowywać i potrafią po sobie sprzątnąć jest dużo, a może i nawet więcej niż tych drugich, jednak niestety Ci drudzy są bardziej widoczni. Wiecie – zasada Pareto – 20% ludzi sprawia, że pozostałe 80% jest postrzegana tak samo.

W związku z tym postulat – pozwólmy na legalne piwkowanie na łonie natury, ale sami zachowujmy się tak, żeby nikt tej decyzji nie żałował.

Życzę Wam najlepszego dnia w życiu!

– Stasiun 🙂

 

 

photo credit: Sam Ilić via photopin cc
photo credit: gagstreet via photopin cc

Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)