Czarnogóra 3/4: Park Narodowy Durmitor i kanion rzeki Pivy

Zapraszamy na ciąg dalszy najpiękniejszej trasy Czarnogóry (z południa na północ), która zaczyna się nad Jeziorem Szkoderskim, a kończy w Parku Narodowym Durmitor.
 
Zjeżdżając z wąskich serpentyn okalających Jezioro Szkoderskie, omijając Podgoricę, kierując się na Kolašin, wjechaliśmy w górską drogę prowadzącą wzdłuż rzeki Morača.
Szmaragdowy kolor rzeki i cień czerwonych gór stały się miłą odskocznią od plaż, które zostawialiśmy za sobą.
Przed miejscowością Kolašin skręciliśmy niepewnie w lewo. Przemierzając krętą drogę, krajobraz zaczął się zmieniać. Zachodzące słońce opadające za wierzchołkami szczytów, cisza, pustki, zwężająca się (czasami bardzo kamienista) droga… Ta trasa mogłaby się nie kończyć. Czekało nas jeszcze kilkadziesiąt 180 stopniowych zakrętów i Žabljak był coraz bliżej. Dotarło do nas, że jest to typowy ośrodek turystyki górskiej i zimowej, gdy na trasie w maju pojawił się śnieg:-)
W samej miejscowości Žabljak nie ma w zasadzie nic interesującego. Prawdziwe perełki kryją się zaraz obok.
W  pobliżu znajduje się Jezioro Czarne, położone na terenie Parku Narodowego Durmitor (wstęp 3 Euro/os + 2 Euro parking).
Z Žabljaka warto również podjechać nad kanion rzeki Tary, zjechać na tyrolce lub zaliczyć spływ raftingowy (w maju woda jest lodowata, ale latem na pewno warto!).
My zaś postanowiliśmy nie tracić czasu i przejechać Park Narodowy Durmitor na wskroś, dojeżdżając pod granicę z Bośnią i Hercegowiną.
Plan był zacny. Jako, że mieliśmy tylko 1 dzień na zwiedzenie okolic Žabljaka, taki przejazd wydawał się najrozsądniejszym wyjściem. Trasa zapowiadała się pięknie…
Będąc w 1/3 drogi przez Durmitor zatrzymaliśmy się na foteczki. Z za zakrętów wynurzały się jeziora na tle pokrytych śniegiem wierzchołków gór.
Gdy tak wzdychaliśmy do natury, nasz spokój zagłuszył łańcuszek motocyklistów, którzy nas minęli. Kiedy zatrzymali się jeszcze w zasięgu naszego wzroku i zawrócili kiwając głowami wiedzieliśmy, że nie jest dobrze. Nasz plan tego nie zakładał. Wiadomo, plany lubią się posypać… dlatego musieliśmy sprawdzić czy faktycznie MY nie damy rady, no i co jest problemem…
Niestety, pomimo, ze nasza niewielka Cliówka mieściła się na turbo wąskich drogach, faktycznie nie było szans przejechać samochodem. Zawróciliśmy się z wielkim bólem serca i przejechaliśmy drogą pod Durmitorem kierując się na miejscowość Scepan – Polje.
Kanion rzeki Pivy był tego dnia naszym celem (nieważne, że czas dojazdu znacznie się przedłużył). Było warto. Droga prowadziła przez tunele, a po lewej stronie magnetyczny, turkusowy kolor rzeki Pivy przyciągał wzrok.
Spotkaliśmy niewielu turystów oprócz tych, którzy do Czarnogóry wjeżdżali od strony Bośni i Hercegowiny.
Btw, Pozdrawiamy motocyklistów z Katowic, którzy zdecydowali się na przejazd przez cały Durmitor. A widząc nasze zdjęcia zaśnieżonej drogi, skomentowali: „Co, my nie damy rady?” i z wielkim uśmiechem ruszyli dalej 🙂 Jesteśmy pewni, że przejechali bez problemu:-) Stalowe kule zamiast jaj zwisały… 😉
Mogłoby się wydawać, że na ten jeden dzień wykorzystaliśmy limit przepięknych widoków, jednak droga powrotna w kierunku Herceg-Novi, zaraz za Niksic była kolejną niespodziewaną atrakcją.
Pomijając owce pasące się na łąkach, krowy i konie stojące zaraz przy (lub na) autostradzie (które były dość częstym widokiem), podziwialiśmy również kolejne mniejsze jeziorka takie jak Jezero Krupac i Slansko Jezero.
Tam właśnie poznaliśmy przesympatycznego Serba, który zaprosił nas do swojej „restauracji” abyśmy mogli ujrzeć jeszcze lepszy widok z jego tarasu… który stanie tym miejscu dopiero za jakiś rok kiedy skończy budowę 🙂
 
Słońce zaczęło zachodzić, mnie zaczęło choróbsko rozkładać, ale z pomocą przyszedł tajemniczy specyfik na bazie rakiji kupiony u rolników dzień wcześniej (klik).
1/3 butelki i byłam jak nowo narodzona. Magia.
Zbliżając się górskimi drogami do Adriatyku ukazała nam się zjawiskowa zatoka. Nie potrzebowaliśmy GPSa, znaków drogowych ani gwiazd na niebie żeby utwierdzić się, że to na pewno Zatoka Kotorska.
Sam Kotor mieliśmy odwiedzić dopiero kilka dni później dlatego z końcem tego długiego, pełnego wrażeń dnia, szybko zmierzaliśmy do aktualnego celu: Herceg-Novi
Pe.

Dotarłeś na sam koniec? Cóż, niżej już nic nie ma ;)