Co jeść, żeby nie być grubą świnią.

Odchudzanie jest tematem bardzo chwytliwym i w sieci można znaleźć setki różnych poradników mówiących o tym co można a czego nie można jeść tak aby jak najszybciej schudnąć. Niestety wiele z nich to tylko „tymczasowe” poradniki, które pozwalają schudnąć w ciągu dwóch tygodni 15 kilo, po czym najczęściej wraca się do swojej wagi wyjściowej (trust me – been there, done that…)

Są też bardziej rzeczowe poradniki, które faktycznie są kopalnią wiedzy jednak napisane są często w dość encyklopedyczny sposób, czym skutecznie odstraszają zwykłych ludzi. Bo co niby dla osoby, która jest totalnie zielona w „dietetycznej nomenklaturze” oznacza bełkot w stylu – ograniczyć węglowodany, ograniczyć tłuszcze trans itd itp? Że niby mam węgla nie jeść? tłuszcze trans pochodzą od transportu?

Zatem co jeść a czego nie, aby zdrowo schudnąć? Cóż pora spojrzeć na to ze strony typowego laika i wytłumaczyć to jak najprościej się da.

tumblr_n2tco5Sb7Y1qg2tzfo1_1280

1. Najważniejsze – przestań żreć słodycze – cukierki, czekoladki, lizaki, żelki, ciastka, ciasta.

Niestety – pomimo, że punkt dla wielu może brzmieć banalnie, to wiem, że są osoby, których uzależnienie od cukru jest tak silne, że bez wyżej wymienionych nie potrafią żyć. Dobrym zamiennikiem są owoce – gejfruty, pomarańcze, jabłka, albo ich suszone wersje – śliwki, morele itd – ważne żeby nie były dodatkowo dosładzane.

2. Przestań słodzić napoje – kawę, herbatę itd.

Kiedyś słodziłem kawę trzy łyżeczki cukru i niewyobrażalne było dla mnie picie jej na gorzko. Wystarczył jednak tydzień bez cukru, aby słodzoną odmianę traktować z niepisanym obrzydzeniem. A jak ktoś i tak musi słodzić, to niech chociaż  robi to miodem – też będzie słodko, jednak o niebo zdrowiej.

3. Wyklucz z menu słodkie napoje.

Mówiąc słodkie napoje mam na myśli nie tylko cole, sprite, czy red bulle, ale też… soki owocowe. Niestety te najczęściej spotykane w sklepach są bardzo mocno dosładzane i ilością cukru jedynie odrobinę ustępują swoim gazowanym odpowiednikom. Zamiast tego proponuję codziennie robić sobie w dzbanku zieloną herbatę, pić dużo wody, a jak już trzeba będzie zapić czymś wódkę, to lepiej zrobić to colą light(zero, max i inne nazwy własne), które pozbawione są cukrów – pamiętajcie tylko, żeby sprawdzić czy zamiast cukrów nie są napakowane tłuszczami.

4. Jak już wspomniałem o wódce, to warto wspomnieć o alkoholu samym w sobie.

Niestety wszystkie alkohole są bardzo kaloryczne i najlepszym rozwiązaniem byłoby z nich całkowicie zrezygnować, jednak domyślam się, że w związku ze zbliżającym się sezonem grillowym będzie to niemożliwe, więc warto nieco zmienić zwyczaje i zamiast kilku butelek piwa, rozcieńczyć białe (wytrawne) wino z woda gazowaną, które orzeźwia tak samo jak zimny browar, a kalorii ma z milion mniej.

tea smoked 5 spice salmon-203

5. Kolejna kwestia – grillowanie.

Zamiast tony kiełbasy niewiadomego pochodzenia, warto dzień wcześniej zamarynować w przyprawach piersi z kurczaka, które będą równie smaczne, a dużo bardziej dietetyczne. A jesli ktoś jest fanem tłustej karkówki, to niech pomyśli o wymianie jej na wołowinę – ta też nie jest jakoś specjalnie dietetyczna, ale dobrej jakości mięso wołowe będzie zawierało mniej tłuszczy i więcej białka od wieprzowiny, a dodatkowo dobrze wpływa na rozwój mózgu (tutaj nieco więcej o wołowinie).

6. Jedz ryby (w szczególności morskie).

Ryby morskie mają mało kalorii, są bogatym źródłem białka, oraz kwasów tłuszczowych  omega-3, które zapobiegają zawałowi serca. Poza tym, taki np. łosoś smakuje dobrze gotowany, pieczony, smażony i nawet surowy. I niech nikt mi nie mówi, że ryby są tak strasznie drogie – fakt jedząc je codziennie znacznie uszczuplilibyśmy nasz budżet, ale wystarczy je jeść raz na tydzień a nasza dieta będzie dużo bardziej urozmaicona, a różnicy w portfelu prawie nie odczujemy. Tym bardziej, że porcja łososia na obiad kosztuje ok 10-15zł, czyli tyle ile kebab „na mieście”.

7. Jedz warzywa…

(…) i to w każdej postaci – gotowane na parze, surowe, duszone, pieczone, a nawet przecierowe soki warzywne. Wszystkie są dobre, tanie i łatwo dostępne, a dzięki nim szybciej się najecie i na dłużej pozostaniecie syci. No i nie muszę chyba wspominać o witaminach i takich tam pierdołach?

8. Jedz regularnie.

Święte słowa każdego sportowca – jedz mniej, ale częściej – będziesz cały czas czuł się najedzony, co zaowocuje tym, że nie będziesz podjadał. I zapamiętaj – śniadanie JEST najważniejszym posiłkiem dnia, i nie, kawa z mlekiem to nie śniadanie.

asparagus-egg-toasts-I-howsweeteats.com-2

9. Zrezygnuj z białego pieczywa.

Wybieraj jego ciemną, pełnoziarnista odmianę, lub … zrezygnuj z niego całkowicie. Ja chleba/bułek używałem tylko do śniadania i starając się wyeliminować pieczywo z diety zacząłem jeść płatki owsiane z orzechami i bakaliami, które uwalniają energię przez co przez co najmniej 5 godzin nie czuję głodu, a do tego wszyscy wiedzą, co Robert Burneika sądzi o kanapeczkach…

10. Zrezygnuj z masła/margaryny.

Zamiast tego używaj oliwy z oliwek, która nie zatyka tętnic, wspaniale smakuje i jest bogata w wiele składników dobrych dla ciała, które obniżają ciśnienie krwi, zapobiega chorobom nowotworowym i obniżają poziom cholesterolu LDL (tego złego)

11. Zrezygnuj z ziemniaków.

Zamiast tony kartofli polanych tłuszczem ze schabowych, użyj zdrowszych zamienników – kasze i ryże (szczególnie ciemne) są dużo bardziej bogate w błonnik, dzięki czemu dłużej będziesz syty. Jak nie lubisz kaszy, to są też gotowe mieszanki warzywne (na patelnię, lub na parę), które świetnie uzupełnią dietę i nawet jeśli w ich składzie będą ziemniaki, to będą one tylko dodatkiem, a nie główną potrawą.

PS. Chipsy to też ziemniaki…

12. Dla mnie najgorsze – rezygnacja ze wszystkich mącznych produktów.

Koniec z makaronami, kluskami sląskimi, pierogami, kopytkami, czy potrawami zagęszczanymi białymi sosami (tymi na bazie mąki). Niestety, ciężko znaleźć zamiennik dla pierogów, ale już makaron można zastąpić jego pełnoziarnistą odmianą – oczywiście nie mówię żeby jeść go trzy razy dziennie, ale raz na tydzień będzie spoko.

Po 11 i ostatnie – aby się nie „zapałować”, można raz na tydzień (powiedzmy w niedzielę) zrobić sobie dobrze, zapomnieć na chwilę o diecie i zamówić np pizze – dzięki temu, nie będziemy tęsknić za niezdrowym żarciem, a takie delikatne nagradzanie się, może być traktowane jako motywacja do tego, aby jeść zdrowo i pożywnie.

Na koniec dodam, że pomimo iż wprowadzenie w życie powyższych rad wydaje się dość karkołomne wcale takie nie jest. Wiem to po sobie, bo pomimo mojego zamiłowania do niezdrowego jedzenia, bez najmniejszego wysiłku przeskoczyłem na tą dobrą stronę mocy i … jest mi z tym dobrze. A jeśli nie jesteście pewni, czy ma to sens proponuję mały test – wprowadźcie wszystkie zmiany w życie i trzymajcie się jej przez dwa tygodnie. Po tym czasie wejdźcie na wagę i podzielcie się wynikiem…


  • U mnie kanapeczki i biało pieczywne posiłku wyeliminowały się samoistnie, gdyż okazało się, że mam na nie uczulenie. Zmian w wadze nie dotrzegłam. Obawiam się, że to ta kostka czekolady raz dziennie 😉

    • Stasiun

      hm.. miałem pisać o czekoladzie – zamiana na taką 80% ale jako, że nie testowałem, to wolałem się nie podkładać 😉

  • Myrkure

    A dlaczego ziemniaki są złe? Aż tyle tej skrobi w środku, aż taka ona zła? Szereg witamin, sporo potasu i magnezu, trochę wapnia – gotowane w mundurkach, zachowują wiele wartości, a podane z lekkim jogurtem stanowią naprawdę sensowną propozycję posiłku, nawet dla tych świnek, którym powoli rośnie ogonek. Wszystko z umiarem. 😉

    • Stasiun

      Zgadzam się – ziemniaki nie są AŻ takie złe, i jako dodatek są spoko… Pisząc tekst miałem na myśli tą naszą „rodzimą” formę, czyli kopa ziemniaków polanych tłuszczem, ew. masłem… 🙂

  • Pingback: calculate bmi()

  • Pingback: Maria Smith()

Dotarłeś na sam koniec? Cóż, niżej już nic nie ma ;)