A imię jego czterdzieści i cztery

Poznajcie Andrzeja i Przemka.

Obaj pochodzą z małej wioski położonej dość daleko od dużego miasta. Obaj musieli dojeżdżać do liceum ponad 30 kilometrów dziennie w jedną stronę. Obaj marzyli o tym, żeby po maturze wyrwać się w końcu z tego zbyt małego na ich ambicje miejsca i udać się na studia do dużej metropolii. Oboje byli dobrymi uczniami i bez problemu zdali maturę po czym dostali się na wymarzone studia. Jednak Przemek nie cieszył się z tego zbyt długo. Rodzice postawili sprawę jasno: nie stać nas na twoje dalsze utrzymanie – albo znajdziesz pracę, pójdziesz na studia zaoczne i będziesz utrzymywał się sam, albo o swojej przyszłości w wielkim świecie możesz zapomnieć.

Cóż Przemek mógł uczynić? Ciężko westchnął, przeniósł się na tryb zaoczny i zaczął szukać pracy.

Andrzej miał więcej szczęścia. Rodzice kupili mu „stare” (trzyletnie) BMW coby mógł dojeżdżać w spokoju na studia, obiecali że będą mu wynajmować jakieś mieszkanie, byle było tanie (tak do czterech tysięcy max, bo na więcej ich nie stać), tym bardziej, że Andrzej jeść też musi i nie wiadomo czy dodatkowe trzy tysiące na przeżycie mu wystarczą – wiadomo życie studenta łatwe nie jest.

medium_4920232533

W trakcie studiów Andrzej wpadł na Przemka, kiedy ten w tygodniu urwał się z pracy żeby zdobyć wpis do indeksu za zaliczenie jakiegoś egzaminu. Po krótkiej rozmowie rozeszli się w swoje strony.

Andrzej potem opowiadał swoim znajomym jakiego to łosia spotkał – nie dość, że cały tydzień daje się dymać swojemu szefowi za jakieś marne 1600 złociszy, to jeszcze każdy weekend od rana do nocy siedzi na uczelni. I żeby to jeszcze jakieś normalne studia były, a nie, te zaoczne dla głąbów co się na dzienne nie dostali. On na jego miejscu pewnie rzuciłby w cholerę robotę i przeniósł się na dzienne – ciągłe imprezy, znajomi, no i wolne weekendy – można w góry skoczyć, albo nad morze.

Przemek tylko się potem uśmiechnął i przez chwilę sobie wyobrażał co kiedyś zrobi jak będzie zarabiał trzy tysiące miesięcznie.

Ponownie spotkali się osiem lat później.

Przemek skończył studia. To były najcięższe lata jego życia. Ciągłe liczenie pieniędzy i życie od wypłaty do wypłaty, przymusowe nadgodziny w pracy, oraz nocne zakuwanie do weekendowej szkoły dały się we znaki i lekko posiwiał, ale wyglądał na zadowolonego. W sumie nie miał powodów do narzekań – przez cały okres studiów miał pracę i zdobywał doświadczenie, przez co w momencie zdobycia tytułu magistra był już managerem niższego szczebla w dużej firmie, a kilka lat potem awansował na dyrektora. Nadgodziny się skończyły, przyszła lepsza wypłata. Mógł sobie pozwolić na dom pod miastem z kredytem na dziesięć lat, pięcioletnią Skodę Octavię oraz raz do roku dwutygodniową wycieczkę w dowolny zakątek świata.

Andrzej na początku nie poznał swojego dawnego kolegi. Ten w niczym nie przypominał tego chudego chłopaka, którego widział ostatnim razem. W sumie on sam pewnie też troszkę się zmienił. Studiował dziennie przez siedem lat, bo jacyś pieprzeni doktorkowie się na nim uwzięli i nie mógł zaliczyć jakiegoś tam głupiego egzaminu z przedmiotu, który w niczym  mu się w życiu nie przyda. No i Ci pojebani starzy – sami wiecie, on był już po studiach a ci nagle stwierdzili, że już mu hajsu nie będą przelewać i musiał sprzedać swoje BMW. A tak poza tym, to on nie kuma tych pracodawców – każdy wymaga pięciu lat doświadczenia, studiów, dwóch języków, i to tylko za jakieś marne trzy tysie miesięcznie. Tyle to on w Anglii by na zasiłku dostał, taka ta Polska chujowa. Bo niby dlaczego on, pomimo że po studiach (i to dziennych!) nie możne znaleźć od kilku lat pracy?

Rozmowa trwała jakieś 40 minut, po czym Andrzej pomyślał, że chyba zadzwoni po kumpli i skoczy na bronksa, bo taki ładny dzień się marnuje.

A Przemek?

Grzecznie pożegnał Andrzeja i się sam do siebie uśmiechnął.

„W sumie, zimny browarek, to całkiem niezły pomysł”.

winkid

photo credit: Daniele Zedda via photopin cc
photo credit: shortformelissa via photopin cc


Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)