3 miesiące urlopu… tylko po co?

Kiedy ruszałem z foodfight.pl myślałem, że siadając do nowego posta zawsze będę miał pomysły dobre teksty, które będzie się dobrze czytało i oglądało. Nie do pomymyślenia była dla mnie sytuacja, w której siadam przed pustym arkuszem i odchodzę od niego nie składając jednego sensownego zdania. Nie myślałem też, że ta sytuacja może potrwać trzy miesiące…

Ale prędzej, czy później ta chwila musiała nadejść.

Przez przeprowadzkę, remont, święta, pracą (mit obalony: tak, większość blogerów musi pracować) i miljonem innych wymówek blog i youtube siał pustkami odstraszając odwiedzających mizerną częstotliwością umieszczania nowych materiałów, co skutkowało coraz mniejszym zasięgiem, coraz mniejszą ilością komentarzy, subskrybcji, a co za tym idzie coraz mniejszą motywacją do pisania, kręcenia i edytowania materiałów, przez co coraz mniej rzeczy się tutaj pojawiało i tak oto Bang, koło się coraz bardziej zamyka – blog umierał.

Jednak święta się skończyły, przeprowadzka i remont to już historia, więc ciężko mi znaleźć jakiekolwiek inne wymówki, a na dodatek Warsaw Shore wychodzi na rynek europejski, a Jackass został nominowany do Oscara. Świat się kończy, czyli pora wdrożyć w życie postanowienie noworoczne:

„W tym roku Foodfight będzie najbardziej poczytnym blogiem w Polsce, a ja będę raczył się tym stanem sącząc White Russian’a i zagryzając soczystym Burgerem skąpany kalifornijskim słońcem na Venice Beach w Los Angeles.”

Brzmi naiwnie?

WATCH ME.

Pierwszym krokiem do osiągnięca mojejego planu będzie kilka zmian na blogu:
– W najbliższym czasie planuje małą modernizację layout’u strony, coby było jaśniej i przejrzyściej;
– Dojdą nowe kategorie wpisów, tak jak np. lifestyle, w którym jako pierwszy wyląduje ten wpis, a w przyszłości będą się pojawiać recenzje filmów, książek czy inne tematy związane z tzw. życiem codziennym, bo nie samym jedzeniem człowiek żyje’
– Będzie mniej filmów, co jednak nie znaczy, że nie będzie ich wcale. Wręcz przeciwnie – filmy będą pojawiały się w każdą środę tygodnia i będą bogate w bardziej „męskie” gotowanie(o ile mogę użyć takiego określenia w „erze gender”);
– Ostatnim, ale nie najmniej ważnym punktem będzie ilość tekstów na blogu, których od tej pory będzie znacznie więcej. Wynika to głównie z braku czasu, ale również z tego, że nadal nie do końca przywykłem do stania po tamtej stronie kamery i nadal jest to dla mnie na tyle krępujące, że materiałom daleko do tego jak chciałbym aby wyglądały.

Ze zmianami ruszam od teraz, coby nie było jak ze wszystkimi postanowieniami odkładanymi na „jutro”, „najbliższy poniedziałek”, czy „od nowego miesiąca”, więc w najbliższym okresie możecie spodziewać się dużo spamu na fejsbuku i blogu, bo mam przez trzy zmarnowane miesiące pomysłów nazbierało się aż nadto.
Na dziś to koniec, bo scenariusze do video same się nie napiszą, a jutro ważny dzień, ale o tym już wkrótce:)

P.S.
Z racji, że dzisiejszy wpis to taki trochę „re-born” wklejam film, który większość dobrze zna, jednak z niewiadomych przyczyn od grudnia bije nowe rekordy popularności (8k wyświetleń)

FoodFight Promo from FoodFight on Vimeo.

P.S.2: Logo postu ma się nijak do wpisu, ale je lubię i zostanie:D


Dotarłeś na sam koniec - dalej już nic nie ma:)